Spotkanie z lisem

wpis w: Kronika główna | 0

Był kolejny pogodny dzień, gdy wychodziłem ze swojej chaty. Jesienne słońce migotało pośród złocących się już liści klonu rosnącego przy dukcie. Jak zwykle usiadłem na ławce przed drzwiami wejściowymi, by założyć buty i dobrze zaciągnąć sznurowadła, gdy nagle za dużą donicą z ziołami poruszył się cień.

Lis

Chwilę później z cienia wysunął się czarny nosek, a za nim szpiczaste rude uszy. Ciemne wilgotne oczy zamrugały, po czym młody lisek podbiegł do mnie i zgrabnie wsunął się na wolne miejsce na ławce obok mnie.

Westchnął z zadowoleniem i wyciągnął się w promieniach porannego słońca. Długie tylne łapy opierały się na ziemi, tymczasem przednie zaplótł sobie na brzuchu. Puszysta kita łagodnie opadła obok nich. Mrucząc coś do siebie, delikatnie poruszał wąsikami na rudym pyszczku.

Odczekałem stosowną chwilę, zanim zacząłem zadawać pierwsze pytania. Domyśliłem się, że zapewne mnie obserwował od jakiegoś czasu, zanim odważył się do tego, by się ukazać. Okazało się, że od kilku dni mieszkał w małym zagajniku za moim domem. Przybył tutaj, gdy jego rodzinna nora została zniszczona, a stara sosna, która użyczała im schronienia w swoim cieniu, wyrwana z ziemi z korzeniami.

 

Ucieczka młodego lisa

To były trudne dni, gdy uciekał wgłąb lasu. Był przerażony, spragniony i głodny, a w jego uszach wciąż dudnił huk pękających konarów drzewa. Pierwszy raz bez swoich braci i sióstr, gdyż w popłochu każde z nich pobiegło w innym kierunku.

Postanowił uciekać wgłąb lasu i odszukać mityczne drzewa i duchy lasu zamieszkujące jego wnętrze. Słyszał o nich opowieści od swojego wuja, jednak on sam nigdy ich nie spotkał, wobec czego nie mógł potwierdzić, czy naprawdę istnieją.

Gdy po wielu dniach samotnej wędrówki dotarł do polany, na której dostrzegł kolorowe szpiczaste stożki migające pośród traw, wiedział już, że wuj się nie mylił. Udało mu się odnaleźć skrzaty i ogarnął go spokój, gdyż pomimo całego przerażenia jutro zaczęło wyglądać lepiej niż ostatnie dni. Wujek opowiedział mu wiele historii, w których skrzaty zawsze pomagały potrzebującym i roztaczały nad nimi swoją opiekę. A on był teraz w potrzebie, został sam, oddzielony od rodziny i miał do przekazania bardzo ważne wieści.

Zasłużony odpoczynek

Wiedział już, że znalazł nowy dom, więc wreszcie pozwolił sobie na chwilę relaksu i postanowił przysiąść się na moją ławkę, by tę chwilę dzielić właśnie ze mną. I to ja jako pierwszy wysłuchałem jego opowieści o tym, co wydarzyło się na Wzgórzu Sosen. Ale o tym napiszę kiedy indziej, gdyż dzień już chyli się ku końcowi a mnie ogarnia coraz większe znużenie. Jutro czeka nas bardzo wiele zadań, więc muszę dobrze odpocząć by mieć siły je wykonać.

 

To pisałem ja, Gnom Kronikarz.
Pierwszych dni jesieni 2017 roku

Zostaw Komentarz